Zwykła bla bla

Wracaliśmy wczoraj z Martą z Białegostoku do Warszawy. Ale jak trudno było znaleźć transport, to drogim czytelnikom zaraz opowiem. Zaczęło się od tego, że nie byliśmy pewni o której będziemy wolni. Do załatwienia mieliśmy kilka spraw, w tym rozdanie zaproszeń i spotkanie z przyjaciółmi. Z tym rozdawanie to nigdy nic nie wiadomo, bo u jednych możemy siedzieć 30 min a u drugich kilka godzin. Z tego powodu nie kupiliśmy biletu na pociąg wystarczająco wcześnie. No i tak o godzinie 13 już nie było miejsc siedzących. Wielki smutek nastał i sięgnęliśmy po metody alternatywne. Pks nas zawiódł tak samo jak pkp, w odwodzie był tylko blablacar. Ale to co zostało kosztowało więcej niż pociąg i nie uśmiechał nam się taki układ. Postanowiliśmy zaryzykować wszystko i czekać do ostatniej chwili aż pojawi się jakiś lepszy przejazd. No i udało się w ostatniej chwili złapaliśmy zwykłego blblacara. Do Warszawy dojechaliśmy w rekordowe 82 minuty. Byliśmy w domu rekordowo szybko i sprawnie.