Siemianówka
 Prowadzący: Karol Poznański

Prowadzący: Karol Poznański

Zalew wypełniony łzami – Siemianówka cz. 1

Transkrypcja:

Prowadzący: Karol Poznański [KP]

[KP] Spotykamy się w wyjątkowym, bo plenerowym wydaniu „Zwykłych historii”. Jesteśmy w plenerze, bo jesteśmy nad zalewem Siemianówka, a dokładnie – we wsi Bondary. Wsi, do której przeprowadziła się część mieszkańców wsi, które zostały wysiedlone, aby kilkadziesiąt lat temu zbiornik Siemianówka mógł powstać. Ta historia zwykła, ale także niezwykła jest dla mnie, dlatego że mój ojciec jako dziennikarz Radia Białystok w kilku reportażach pokazywał losy mieszkańców wysiedlanych wsi. Dziś, po latach, wracam w te rejony, aby porozmawiać z nimi, jak było wtedy i jak jest dzisiaj. Zapraszam.

Witam panie bardzo serdecznie. Mamy przed sobą mieszkanki wsi, które zostały wysiedlone, kiedy zbiornik Siemianówka powstawał. Może panie krótko powiedzą, które wsie i jak się panie nazywają?

[E] Bołtryk Eugenia. Z Bołtryk.

[K] Bierecka Katarzyna. Katarzyna, tak.

[O] Picutko Olga, Łuka.

[KP] Tak. Przed nami panie z Łuki i pani z Bołtryk. Zacznę może od pani Eugenii, jeśli pani pozwoli, bo jedną z pierwszych audycji, które ojciec nagrał, to była właśnie taka audycja „Koniec wsi Bołtryki”, gdzie właśnie już pomału znikały rozbierane domy i jeden z bohaterów tej opowieści mówił właśnie o tym, jak ciężko jest opuścić rodzinne strony, swoje własne miejsce, no i przenieść się gdzie indziej. Proszę powiedzieć, jak pani wspomina tamten czas sprzed czterdziestu lat.

[E] Ja tam się urodziłam, tam się wychowała, wyszła za mąż tam przez ulicę. I tak mieszkała. A później już, jak przyszło się wyjeżdżać, no to do Białegostoku wyjechali.

[KP] A jak to wyglądało, proszę powiedzieć tym słuchaczom, którzy nie mają, tym widzom, którzy nie mieli okazji tego pamiętać, zobaczyć, wspominać… Moment, w którym zapadła decyzja, że wsie…

[E] Bardzo ciężko było to przeżywać. Strasznie. Bo każdy, każdy to już nastawił się na te życie wiejskie, a tu się trafiło, że trzeba wyjeżdżać. I przyjechali. Macie mieszkanie w Białymstoku opłacone, przyspieszymy, i proszę zabierać się. No.

[KP] A pamięta pani ten moment, w którym to zostało ogłoszone? Czy mieszkańcy zostali zebrani w jakimś miejscu?

[E] Było zebranie, było, i ogłosili, że będzie tama. Ale nikt nie pomyślał, ale później to taki jakiś czas przeszło i znowu to samo się wzięło. Że powiedzieli, że musicie się wyprowadzać stąd. A gdzie i co, to każdy na swoją rękę, gdzie też wybierał się. To czemu oni nie dali mieszkań?

[KP] Zaraz o tym porozmawiamy, bo losy mieszkańców tych wysiedlonych wsi były bardzo różne. Panie pochodzą z Łuki – kolejnej wsi, która została wysiedlona, żeby powstał zbiornik, ale z Łuką jest ciekawa historia, ponieważ nie cała Łuka została zalana.

[K] No, nie cała, no to tak w ogóle jeden koniec najwięcej tak z początku. Bondary to tak zalane były, a tam, gdzie my mieszkali, to i teraz niezalane jest. Pagóreczek jest, tam wszystko, tam nasze siedlisko zostało się. I tak chwasty narosną, wszystko, krzaki, tam co jaśmin tam jakiś, drzewka powycinali, jabłonki, wszystko było, powycinali. No, tylko no, już takie już dzikie zielsko rośnie, jak to mówi się, tak o. Tak, tak, szkoda było, bardzo szkoda, i ciężko było, no powiedzieli, że o Bondarach bloki postawimy i takie zgłosili się, bo można było i na Hajnówku, no ale tak jakoś pośpieszyli jako w Bondarach i tak o, źle coś zrobili, żeby w Hajnówce, to lepiej byłoby, a tak tutaj to, no, przyjechali tu, taka żyć, no…

[KP] Ja pamiętam ten moment, kiedy zbiornik wypełniał się wodą. I to był widok bardzo dziwny, bo przed chwilą była łąka, a za chwilę na tej łące po prostu zaczęła się pojawiać woda. I pamiętam, kiedy stałem na brzegu czegoś, co zaczynało być zbiornikiem, ale właśnie pod wodą widać było cały czas po prostu zalane pola, zalane łąki. To dla mnie jako osoby, która przyjeżdżała tutaj z Białegostoku, był widok dziwny bardzo, ale co państwo czuliście w tamtych momentach i co państwo czujecie, kiedy się pojawiacie na brzegu tego zbiornika? Czy to jeszcze w dalszym ciągu jest jakieś takie ukłucie?

[O] Tak, proszę pana, nadal to samo. Bo na przykład jak my wyjeżdżaliśmy, też można było wybierać, czy budować się, i po prostu gdzie chce człowiek. Ale to było takie zaskoczenie, takie po prostu było bardzo przeżycie, że nie do wytrzymania. No po prostu swój podwórek, swój dom, a trzeba to wszystko zostawiać i gdzieś uciekać. Wyjść stąd. Bo powiedzieli: obowiązkowo jest. Ale to długo czasu trwało. Bo z początku miała Łuka nasza zostać, jak tam dalej ten zalew miał zostać. Ale niestety, to chyba dziesięć lat, pamiętam, że było trwało tak. To nam dawali budować te stodoły, te obory, to znowu wstrzymano było. Tak, tak jak sąsiadka powiedziała. Wstrzymana była. Bo jeżeli tam dalej, to nasza by wioska została, ale później niestety powiedzieli, że tam, jeżeli nasza wieś zostanie, to tam dużo podmokłego zostanie terenu. I musieli naszą Łukę wyrzucić.

[KP] No dobrze, i teraz rozumiem, że część osób po prostu patrzyła na ten teren po swojej wsi zalany przez wodę, ale w pani przypadku, tak jak pani mówiła, w zasadzie ta ojcowizna jest cały czas nad wodą, tak? Jakby…

[K] Ale, ale takie jest ono… teren bez wody, nasze to ojcowisko. Nie ma teraz żadnej wody. I nawet nie było. No, ale wyrzucili, o. Moglibymy tam być jeszcze. I życie dalej żyć. Ale no, panie, wyrzucili, no.

[KP] Kiedy ostatni raz pani tam była?

[K] Ja już ostatnio to… to… do dwóch lat była na swoim siedlisku. Do dwóch lat tam była. I jabłonka rośnie tam jeszcze jedna taka, uczepiła się na placu. Gruszka jeszcze rośnie, aż wiły się takie pędy. No i tako wspomnienie jest, no. Wszystko takie, o, szkoda. Bardzo szkoda. No. Chcieli dzieci odzyskać, ale nie dali, chociaż jest one i puste, i nic tam wody nie ma, ale nie dali, no, chcieli odzyskać, to pamiątka rodzinna była po dziadkach. Ale nie otrzymali nic.

[KP] No właśnie, bo część mieszkańców mogła próbować odzyskać te tereny, które ostatecznie nie zostały zalane, prawda?

[K] Teraz to Łukę sprzedają, nasze te, o ludzi chcą tam te, o, wszystkie spadkobiercy… Nie dają. Jakim cudzym przedają, a tym naszym łuczańskim ludziom nie dają. Też źle zrobili. Źle zrobili.

[O] Tak, cudze wykupują, proszę pana. A nasze nie. Tak, a nam nie pozwolone było kupić u siebie, żeby zostać tam od razu, nasze… wszystko to siedlisko wszystko…

[KP] No właśnie, porozmawiajmy o tym, co spotkało tych wszystkich mieszkańców, którzy musieli stamtąd wyjechać, bo wasze losy były bardzo różne tak naprawdę. My jesteśmy w tej chwili w Bondarach, na tym osiedlu, które zostało tutaj postawione dla części wysiedlonych mieszkańców, ale część pojechała do Białegostoku, do swoich rodzin, prawda? Znaczy: bardzo różne losy.

[O] Ja zara powiem, niech słucha pan. My mieliśmy pasiekę, pszczółki. My niedużo mieliśmy, ale jeden pan zawsze u nas brał z Warszawy. I on przyjeżdżał przez cały czas, tam wiaderko brał, czy dwa. I on później przyjeżdżał też. A my w Górkach, to takie usiedlenie było nazwane, te Górki, jadąc do Słobódki po lewej stronie. I my tam zosta… I tam u nas pszczółki te były. To ten akurat syn tego pana, że nas wysiedlał, akurat brał u nas miód, i my tam w Górkach akurat byliśmy, bo tam nas wszystkich domek był malutki, no i słucha pan. Tak było, że on mówi tak: jak mój tato przyjechał, zobaczył, co tu się dzieje na tej Łuce, to mówił, że żeby to mógłby mój tato cofnąć, tak powiedział, że by cofnął ten czas do tyłu, toby tyle ludzi nie zniszczył. I tu by nie zrobił te jezioro. Tylko nie pamiętam tego pana, co brał u nas miód przez cały czas. I tak powiedział, że mój tata, jak on tak powiedział, że mój tata tak powiedział, żeby to można czas ten cofnąć do tyłu, to nigdy tej Łuki nie skrzywdziłby i nigdy tyle ludzi nie skrzywdziłby. O, o tak powiedział.

[KP] Przynajmniej jedna wieś zostałaby na swoim miejscu, prawda?

[O] Tak… tak, tak. I tak on powiedział, tylko nie pamiętam tego pana, jak on mówi, a on zawsze miód u nas brał, przez cały czas, przez cały czas.

[KP] No, jakby celem też tej naszej rozmowy jest to, żeby ocalić jak najwięcej tych wspomnień od zapomnienia. Proszę powiedzieć, jak potem potoczyły się pani losy, na przykład po opuszczeniu Łuki.

[K] No, niedobrze było, ciężko było przeżywać, bo to szkoda. Zajdzie człowiek i pomyśli: wszystko śni się, no, że tak jak żyło wszystkie te krowy, wszystkie te nasze majątki, to wszystko było po prostu w śnie, zrobiło się, no.

[KP] Który to był rok i ile miała pani lat, jak pani musiała zmienić całkowicie swoje życie?

[K] To czterdzieści było, to czterdzieści, to ja jeszcze młoda była, no. To czterdzieści. Już pięćdziesiąt lat jak miała, to już tu taka była, w Bondarach, o. A teraz już osiemdziesiąt czwarty. No, żyję tutaj.

[KP] No właśnie, a pani urodziła się również w Łuce, prawda? I proszę powiedzieć, jak z pani oceny, z tego młodszego trochę pokolenia cała ta sytuacja wygląda. Bo pani wróciła tutaj po latach, prawda?

[Eugenia Kondracka – EK] Tak. No, ja urodziłam się we wsi Łuka. Dzieciństwo spędziłam do dwudziestu lat we wsi Łuka. I… To ja pamiętam, bardzo pięknie było, piękna wieś, duża, śliczna, to zapamiętałam na… do końca życia. To się śni nawet. Dlatego pamiętam wszystko. Rzeka płynęła, chodziliśmy nad rzeką, wszyscy siedzieliśmy, kąpaliśmy się, a później co? Już nic, już tylko woda była. Już strach było iść, bo bardzo głęboko i bali się chodzić tam kąpać się, jak zalane zostały te łąki wodą. Po dwudziestu latach pojechałam do Białegostoku. Wyszłam za mąż tam i już tam spędziłam cały czas, ale myślę ciągle o swojej wsi. Moje rodzice zostali tu, zostali, zaczęli jakoby budować dom w Wasilkowie, bo już wysiedlenie trzeba gdzieś było. Proszę wyruszać gdzieś, kto gdzie chce. Chcieli blok tu wziąć. Nie, nie dali, bo budowali te mieszkanie, więc nie można było. No trudno, już tam po paru latach przyszła decyzja, że możemy wziąć te mieszkanie. O, rodzice bardzo zadowoleni byli, bo do swoich ludzi wracają. I wrócili do swoich ludzi, tu zostali, tutaj już spędzili jeszcze chyba trzydzieści lat tutaj. Poumierali już, zostali. Wspomnienia tylko.

[KP] I to jest nadal taka wspólnota tych osób, które tam mieszkały, jak już się państwo trzymacie razem, macie takie poczucie, że no, mimo że jest to blok, nie są to te stare drewniane domy, ale że nadal ta sąsiedzka wspólnota istnieje?

[K] Tak, wspólnie żyjemy tutaj. Tak żyjemy, jedne, drugie zobaczymy, tak o, pomyślimy i porozmawiamy kiedy o, tak o. Że jak to było, jak to wszystko i tak o, i żyjemy tutaj, już dożywamy w tych blokach.

[KP] A jak się państwu podoba to, co w tej chwili się dzieje nad zalewem Siemianówka? Bo kiedyś tak poetycko można byłoby powiedzieć, że to był taki zalew, który wypełnił się łzami ludzi, którzy mieszkali w tych opuszczonych wsiach, prawda? Minęło czterdzieści lat, czas jest tak nieubłagany, że wszystko podlega zmianom. Widzieliśmy, że cały kraj nam się w tym czasie zmienił bardzo mocno. Tutaj również doszły do głosu nowe pokolenia, nowe zupełnie otoczenie. Jak w tej chwili się tutaj żyje i jak panie po tych wszystkich latach oceniają to, co się wydarzyło i to, co teraz jest, znaczy ten zalew?

[K] Złe wydarzyło się, bo dużo ludzi topiło się, przyjeżdżali tutaj i topią się, i tak nic tut z wesołości nie ma z tego, ryby nie ma, wszystkiego, no co ten zbiornik, bo on niepotrzebny, ono my pokrzywdzone jesteśmy.

[O] A jeszcze dużo zrobili źle po prostu, bo jeszcze nie pokończyli, jakoś ta zmiana akurat była, ta komuna czy wolna Polska, nie chcę powiedzieć, jak to było, bo jeszcze mieli, bo to dużo też nasza wioska, w każdej wiosce były te, studnie normalne. I z początku mieli te studnie nawozić żwirem czy tam czymś zasypać, ale oni to nie zrobili, bo tu już zmiana jakaś taka była u nas w państwie. Nie pamiętam jej już. Ale wiem, że oni mieli to zrobić, wszystkie te studnie czymś zniszczyć, żeby nie było. A jak tu nieraz tyle jak latem przeważnie, tyle z początku utopiło się młodzieży i nie znaleźli. A my, jak pamiętamy, a skąd znajdziesz w tej studni? Studni nie wyciągniesz.

[K] Tam te studni zalane byli, zalane byli studni wszystkie, oni nie gospodarowali tak jak trzeba.

[O] Tak? A jak studni jak byli, to otwarte, teraz to już na pewno to może nie, bo już po kilku latach to może tam jeszcze i wszystko tam, i brud i nie brud, to już pewno to już nie ma tej studni, ale z początku to były te topielce i my jak to my wiemy, że tyle studni ubyło, i w Bałtrykach, i w Garbarach, i my mówili zawsze „już w studni siedzi, stąd nie wyciągniesz”.

[KP] Czyli tak jak panie to wspominają, to proces zalania polegał po prostu na tym, że rozebrano domy i zaczęto wypełniać dolinę wodą, i w zasadzie to wszystko, tak? Nie zadziało się tam nic więcej, jeśli chodzi o takie przygotowanie?

[K] Myszy byli i koty byli, i to wszystko tu tak w tej Łuce, bo one zostały się tu, tak? I one tam zatopili, może ta i koty jest i wszystko może było, bo bardzo dużo było wszystkiego, bardzo dużo.

[O] Pouciekali, pouciekali, koty to pouciekali.

[EK] Taak, tam wioska była nasza na górce stała, to tam wszystko po prostu… nic nie ruszano. Były studnie – zostały, wszystko. Tam wodę było można, nawet i teraz studnia jest, można nabrać wody, tylko nie wiem, czy dobra jest.

[O] Bałtryki, Garbary, o tam przeważnie te studnie zostały.

[EK] A tam u was, to ja nie wiem, tu w Łuce u nas to nie.

[KP] A jak pani się podoba, bo pani tu wróciła, tak jak pani mówiła, z Białegostoku, no i jak w tej chwili się tutaj mieszka?

[EK] No, dla mnie bardzo dobrze się mieszka. Ja tutaj teraz jestem seniorką w kole gospodyń jestem, działamy, bardzo dużo działamy, no i bardzo dobrze dla nas się dzieje. Chodzimy na spacery, nad wodę, teraz już my przyzwyczailiśmy, teraz dobrze, bo plaża jest, idziemy na molo sobie, i tam spędzamy wolny czas. A my dużo roboty nie mamy. Mamy oczywiście ogródki tutaj, i uprawiamy te ogródki, tak że dla swojej potrzeby mamy co robić, tak że ogródki są. A tak to jest bardzo dobry,  już teraz to już nie ma co wspominać tamte czasy, minęły i przeszły. Chociaż czasem serduszko ściśnie, że swojego domku nie ma, swojej rodziny już nie ma , bo już rodzina, tata z mamą poodchodziły, ale… ale co zrobisz? Takie życie trzeba…

[KP] No właśnie, bo wielu z nas ma to szczęście, że może wrócić do miejsc, w których się wychowali, bądź urodzili, bądź spędzili swoją młodość i dzieciństwo. Ja powiem szczerze, że do dziś wracam do Białegostoku, do osiedla, w którym wyrastałem, z bardzo dużą sympatią, i jak oglądam te drabinki, na których się wspinałem, to się zadziwiam, że to mi się wydawało takie wysokie, teraz jest takie małe. Jest oczywiście coś bardzo pięknego w tym, że po prostu można w takie miejsce wrócić i się tym zachwycić, prawda? Państwo niestety tego zostaliście pozbawieni.

[EK] Wspomnienia zostały, tak że już nie ma co przeżywać, bo to już czas minął. Już teraz co innego myślimy. Chodzimy sobie, pięknie wszystko, tu mamy ławeczki, siedzimy na ławeczkach, odpoczywamy, gadamy sobie, no i bardzo fajnie spędzamy czas.

[KP] To zapytam jeszcze, skoro już mówiliśmy o tym upływie czasu i o tej historii, o tych młodych ludziach… Jak tutaj to w tej chwili wygląda, jeśli chodzi o kolejne pokolenia? Czy tutaj zbiornik Siemianówka jest w stanie dać pracę nowym, młodym ludziom?

[EK] Nie nie, nie ma dać, trzeba do miasta, tutaj nie, ale ludzie mają samochody i jeżdżą do pracy. Każdy, kto chce pracę znaleźć, to znajdzie. A tutaj na miejscu nie ma. Chociaż jest w Narwi prom, to jeżdżą. Prom, tak? Nie, promem. Tak, tak, tak, to tam jeżdżą. A tak poza tym nie ma tu nic.

[KP] Czyli z waszego punktu widzenia po prostu pojawiła się tutaj wielka woda, wpłynęła na losy bardzo wielu ludzi, a nic poza tym z tego nie wynika?

[EK] No najbardziej jest potrzebne dla seniorów, dla emerytów, to raj jest. A poza tym dla młodych nie bardzo, bo nie ma co tu robić.

[K] Jak kto zdrowie ma, to mówi, że raj, a jak ja nogi mam słabe, to w tym domu siedzę, no i denerwuję się, że taka słabość na nogi, wszystko, i to denerwuję się, bo to nie ma ich ruchu, a tak do lasu jeździła, grzyby zbierała, i wszędzie, do cerkwi i w ogóle, bardzo było wszystko dobrze, ładnie, a teraz starsze zrobiło się, odjęło wszystko, no i siedzę w domu. I też tęskni się. Że nie ma zdrowia. I denerwuję się, o!

[EK] A jeszcze powiem, że u nas tu lasy są, my na grzyby chodzimy, na jagody, sobie umilamy czas, robimy zapasy na zimę, wszystko mamy swoje.

[K] Ja mówię, jak kto zdrowy jest, a jak choremu, to już tylko źle. Jak bezwładne wszystko robi się, to bardzo źle żyć, no. Te mieszkanie nie cieszy. No, fajno zrobili, ocieplili i okna wszystko nowe, ale zdrowia nie ma, no co, siedzieć trzeba w domu.

[KP] Dziękuję paniom bardzo za rozmowę. W międzyczasie opuściła nas pani Eugenia [Bołtryk], dołączyła pani [Eugenia Kondracka] tutaj to rozmowy, bardzo dziękuję.

A gośćmi „Zwykłych historii” byli dawni mieszkańcy wsi zalanych pod zbiornik Siemianówka, obecnie mieszkańcy Bondar. Dziękuję bardzo.        

Transkrypcja: Texter.pl Marek Trenkler 

informator o nowych historiach

Udostępnij wpis

Share on linkedin
Share on facebook
Share on twitter
Share on email
5 1 głos
Ocena wpisu
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
Wyświetl wszystkie komentarze
Wiktor

Super miniaturka 🙂

Mariusz

Zgadzam się !

Film:

Podcast: